"Do końca regat pozostały 4 wyścigi. Dziewczyny odliczają je jak sekundy do Nowego Roku. Naprędce myślą sobie życzenia dotyczące miejsca w regatach" - specjalnie dla kibiców odwiedzających naszą stronę podsumowywuje Szotka.
Po nieudanym początku, zaczęłam żeglować przyzwoicie. W klasyfikacji generalnej pnę się do góry, co sprawia mi wiele radości. Żeglujemy już 4 dni w tych samych warunkach, mocnego (13-18węzłów), siłowego wiatru z północy i długiej fali. Najwięcej kłopotu mam na starcie, bo opłaca się wystartować tylko od komisji, złożyć się na prawy hals i płynąć na layline. Każda chce tak zrobić. Obawa przed falstartem czyni moje starty defensywnymi. Ale potem udaje mi się znaleźć świeży wiatr. A jeśli nie udaje, to na kursach z wiatrem "łykam" jedną przeciwniczkę po drugiej. Prędkość na halsie mam przyzwoitą. Należę do cięższych zawodniczek, ale też do tych mniejszych. Ramię balastowe ma na tych falach duże znaczenie.
Dzisiaj na wodzie miałam przygodę. Przed startem do drugiego wyścigu, wypadł mi ster. Blaszka zabezpieczająca jarzmo wygięła się i przestała spełniać swoje znaczenie. Do startu było zaledwie 5 minut. Za późno, by podpłynął do mnie trener. Od razu wyciągnęłam zapasową linkę zza kapoka, obmyśliłam jak zawiązać ster, by nie wypadał i dopłynęłam na start. Gdybym nie miała linki w kapoku (a mam ich 3) - byłoby po mnie. Ważne są tylko te chwile, których nie znamy.
Gdy przyjechaliśmy do Japonii, dzień za dniem padał deszcz. Lał deszcz. Pora deszczowa w Japonii się kończy, nie mniej - dość powoli. Może te silne wiatry z północy coś znaczą. Żegnają się.
Na dziś to tyle. Postaram napisać się więcej po zakończeniu regat. Moje życzenie na pewno znacie. Zobaczymy, czy sobie na nie zapracuję.